Księga gości

Zobacz wpisy - Dodaj wpis
Strona 1 z 11
Zygmunt Kostrzewski napisał(a): Data: 2017-06-04 13:13:48
Szanowna Pani Anno, cieszę się ogromnie, że sprawa rodzin Lewczuków i Zarembińskich została wyjaśniona. Obydwie te Rodziny cieszyły się wielkim szacunkiem moich Rodziców. Wiem, że nie tylko ich. Tych,którzy pamiętają tamte czasy - została już tylko garstka
Anna Chmielewska napisał(a): Data: 2017-05-01 10:28:46
Pozwolę sobie uzupełnic i sprostować podane przez Pana Kostrzewskiego dane dotyczące mojeje rodziny. Jestem wnuczką Iwana Lewczuka oststniego księdza prawosławnego w Poturzynie . Moja matka Halina z Lewczuków Zarębinska była najmłodszą córką księdza Lewczuka . Moj ojcieic nie był podoficerem tylko oficerem Wojska Polskiego . Brał udział w kampanii wrześniwej w stopniu kapitana . W czasie wojny był w AK i otrzymał krzyż Virtuti Militari oraz stopień majora .Ukończył przed wojną Politechnikę Lwowską wydział budowy dróg i mostów i zaraz po skończeniu studiów jako inżybier magister nadzorował budowę m. innymi nowej drogi z Lublina do Warszawy ( to ta klinkierowa nawierzchnia , której oczywiście już nie ma ) . Moja matka , która ukończyła Seminarium Nauczycielskie w Zamościu i uczyła w polskich szkołach dzieci na lubelszczyżnie zarówno przed jak i w czasie wojny ) w czasie wojny również była w AK jako łączniczka a po wkroczeniu Armii Czerwonej na tereny Lubelszczyzny w 1944 roku , dzięki doskonałej znajomości j. rosyjskiego i możliwości swobodnego porozumewania się z żołnierzami Armii Czerwonej ( po prostu ich zagadywała ) , ratowała miejscowych partyzantów wynosząc ich broń poza teren wsi ( mieszkała wtedy z rodzicami mojego ojca i swoimi dziećmi - mną i moim bratem Jerzym ,we wsi Wielobycz ) Opowiadali mi o tym właśnie mieszkańcy tejże wsi .Matka zapytana o to odpowiadała , że tożadne bohaterstwo , tak po prostu trzeba było robić Ojciec po wojnie przesiedział kilka lat na Zamku w Lublinie . Uwolniony na skutek amnestii , która akurat wtedy objęła i jego . Moj wujek Jerzy Lewczuk miał licencję pilota i to on sam przeleciał nad Poturzynem zrzucając tę chusteczkę swojej matce a mojej babci . Jerzy skończył Politechnikę Warszawską wydział budowy samolotów i pracował na Okęciu. W czasie wojny był w Londynie biorąc udział w obronie Londynu. Pod koniec wojny wysłany został do Turcji przez rząd Polski na Uchodżstwie w porozumieniu z Rządem Wielkiej Brytanii ,by tam tworzyć , wraz z innymi Polakami , zakłady budowy samolotów.Stamtąd , juz po wojnie wyjechał do USA do Los Angelos i tam zmarł mając prawie ( bez 7 mies ) 100 lat.W Stanach Zjednoczonych obronił swoj doktorat . Pracował m.in przy projektowaniu nowych samolotów. ( dla ciekawości fakt posiadania rodziny w PRLu i utrzymywaniu z nią kontaktu nie pomagały mu w karierze zawodowej w Stanach ) To tyle sprostowań na temat mojej najbliższej rodziny. Moja matka przeszła na katolicyzm wychodząc za mąż za mojego ojca. Moj dziadek ze strony ojca , Aleksander ) był zarządcą w majatku pana Rulikowskiego
Anna Chmielewska napisał(a): Data: 2017-05-01 10:28:45
Pozwolę sobie uzupełnic i sprostować podane przez Pana Kostrzewskiego dane dotyczące mojeje rodziny. Jestem wnuczką Iwana Lewczuka oststniego księdza prawosławnego w Poturzynie . Moja matka Halina z Lewczuków Zarębinska była najmłodszą córką księdza Lewczuka . Moj ojcieic nie był podoficerem tylko oficerem Wojska Polskiego . Brał udział w kampanii wrześniwej w stopniu kapitana . W czasie wojny był w AK i otrzymał krzyż Virtuti Militari oraz stopień majora .Ukończył przed wojną Politechnikę Lwowską wydział budowy dróg i mostów i zaraz po skończeniu studiów jako inżybier magister nadzorował budowę m. innymi nowej drogi z Lublina do Warszawy ( to ta klinkierowa nawierzchnia , której oczywiście już nie ma ) . Moja matka , która ukończyła Seminarium Nauczycielskie w Zamościu i uczyła w polskich szkołach dzieci na lubelszczyżnie zarówno przed jak i w czasie wojny ) w czasie wojny również była w AK jako łączniczka a po wkroczeniu Armii Czerwonej na tereny Lubelszczyzny w 1944 roku , dzięki doskonałej znajomości j. rosyjskiego i możliwości swobodnego porozumewania się z żołnierzami Armii Czerwonej ( po prostu ich zagadywała ) , ratowała miejscowych partyzantów wynosząc ich broń poza teren wsi ( mieszkała wtedy z rodzicami mojego ojca i swoimi dziećmi - mną i moim bratem Jerzym ,we wsi Wielobycz ) Opowiadali mi o tym właśnie mieszkańcy tejże wsi .Matka zapytana o to odpowiadała , że tożadne bohaterstwo , tak po prostu trzeba było robić Ojciec po wojnie przesiedział kilka lat na Zamku w Lublinie . Uwolniony na skutek amnestii , która akurat wtedy objęła i jego . Moj wujek Jerzy Lewczuk miał licencję pilota i to on sam przeleciał nad Poturzynem zrzucając tę chusteczkę swojej matce a mojej babci . Jerzy skończył Politechnikę Warszawską wydział budowy samolotów i pracował na Okęciu. W czasie wojny był w Londynie biorąc udział w obronie Londynu. Pod koniec wojny wysłany został do Turcji przez rząd Polski na Uchodżstwie w porozumieniu z Rządem Wielkiej Brytanii ,by tam tworzyć , wraz z innymi Polakami , zakłady budowy samolotów.Stamtąd , juz po wojnie wyjechał do USA do Los Angelos i tam zmarł mając prawie ( bez 7 mies ) 100 lat.W Stanach Zjednoczonych obronił swoj doktorat . Pracował m.in przy projektowaniu nowych samolotów. ( dla ciekawości fakt posiadania rodziny w PRLu i utrzymywaniu z nią kontaktu nie pomagały mu w karierze zawodowej w Stanach ) To tyle sprostowań na temat mojej najbliższej rodziny. Moja matka przeszła na katolicyzm wychodząc za mąż za mojego ojca. Moj dziadek ze strony ojca , Aleksander ) był zarządcą w majatku pana Rulikowskiego
Kasia Borkowska napisał(a): Data: 2017-04-05 08:27:27
Witam, poszukuje rodzeństwo Władysława Kicińskiego i Felicji Służewskiej.Ktoś może słyszał o nich? Pochodzili z Poturzyna ich syn, Józef urodził się w 1910 roku.Bardzo prosze a jakiekolwiek informacje dotyczące rodzine Kicińskich. Z poważaniem
Arnošt Toms napisał(a): Data: 2017-02-23 15:36:03
30.8.1914 padl v Poturzyni můj dědeček Jaroslav Javůrek. Byl to Čech z městečka Pečky. Moje maminka ho nikdy nezažila, neboť se narodila až za půl roku od jeho smrti.95 let jsme nikdo nevěděl kde děda padl. Když jsme to zjistili, v den 100. výročí jsme navštívili Poturzyn a na hřbitově padlých v 1.sv.válce jsme s bratrem a bratrancem položili květiny spolu s prstí domovské země.
kacper napisał(a): Data: 2016-10-27 22:32:09
Pozdrawiam. Mieszkałem i chodziłem tu do szkoły podstawowej. Pan Mieczysław Kłos był wtedy dyrektorem i opowiadał, jak była ku temu tylko okazja, o mordach UPA. Czasy były inne a ja byłem młody. Zawsze z sentymentem wracam wspomnieniami do dzieciństwa i miejscowości w której się wychowałem.
Zygmunt kostrzewski napisał(a): Data: 2016-08-30 15:22:20
Pani Basia Konarska-Sas swoim wpisem na tej stronie sugeruje jakobym chciał szkodzić dobremu imieniu Jej dziadka. Nigdy takiego zamiaru nie miałem. Mój wcześniejszy lakoniczny wpis wynikał z mojej niewiedzy. Zawsze chciałem wiedzieć więcej na temat dr Konarskiego, każde nazwisko tak brzmiące (piosenkarki, dziennikarki) odczytywałem, że może ta osoba ma związek z Doktorem. Ja w Poturzynie nie mieszkam od 1939 r., ale kocham to miejsce szczęśliwego mojego dzieciństwa. Myślę, że właściciel strony chętnie zamieści zamieści na niej znacznie więcej informacji o dr Konarskim i o takie inormacje proszę.
sadman napisał(a): Data: 2016-06-15 22:33:29
szukam informacji o swoim dziadku.byl z poturzyna i wyjechal po wojnie do lodzi.ale moze wiadomo co robil w poturzunie w czasie wojny? nazywal sie arsen dziubaniuk.
Basia napisał(a): Data: 2016-05-15 11:49:13
Zwracam się z uprzejmą prośbą do kogoś z mieszkańców Poturzyna.by ( o ile to możliwe ) przesłał mi zdjęcie grobu mojej babci Na cmentarzu jest grób Marii Konarskiej- mojej babci. Mój ojciec prawie każdego roku bywał na tym grobie, jeżeli nie mógł przyjechać prosił kogoś ( tego właśnie nie wiem , a chciałabym podziękować)by miał nad grobem pieczę.Mój e-mail b-konarska@wp.pl. Niestety nie mam mozliwości przyjazdu, bedę wdzięczna za okazaną mi pomoc. Pozdrawiam bardzo serdecznie Poturzynian w ich pięknym acz umęczonym i zasłużonym dla pokoleń miejscu na ziemi Basia Konarska Sas
Basia napisał(a): Data: 2016-05-15 10:53:11
Pan Kostrzewski napisał długie opowiadanie, w którym wymienił marginalnie nazwisko mojego dziadka.Dziadek miał gabinet, leczył Poturzynian przez wiele lat, a z pana Kostrzewskiego wypowiedzi wynika , iż niewiele znaczył.Antoni Konarski był wspaniałym człowiekiem z ogromną wiedzą i doświadczeniem z dziedziny medycyny konwencjonalnej i ziołolecznictwa Wykorzystywał nowości ( jak na ówczesne czasy ) np. metodę dr, Knaippa. Był lekarzem od wszystkiego( jak to w małych miasteczkach)-położnikiem. chirurgiem itd.Podczas napadu bandytów podpalono jego dom Został w ostatniej chwili uratowany przez swoich synów i przewieziony do naszego domu w Warszawie. Bardzo dotkliwie przeżył wyrządzoną mu krzywdę. Zmarł w Warszawie. Leży na Powązkach.Nie pozwolę na dyskryminowanie Jego osoby i zasług,uwłaczanie kompetencji Barbara Konarska Sas
Strona 1 z 11